Dzień dziecka i pomysły zwariowane

Dzień dziecka i pomysły zwariowane

Dokładnie, zwariowane pomysły rodziców aby jakoś zaimponować dzieciom.
Fakt dzieci nie mamy ale mam chrześnicę, którą traktuję jak własną córkę.
W naszej rodzinie jest dużo dzieciaków Lena, Dawid, Oliwka, Wiktor, Lorenzo, Natalia, Szymon, Oliver, Luiza… Także jest gromadka sympatyczna.
Każde z dzieciaków darzę ogromnym uczuciem, sympatią i czuję, że każde odwzajemnia tym samym ale dziś chciałbym napisać ogólnie, bo nie da się zachwycać tylko jednym dzieckiem 🙂
Była sobota, wieczór… od dawna chodziły za mną poranione i szalone pomysły, odkąd liga żużlowa zawieszona i mamy tą całą “szopkę” z wirusem ( o wirusie piszę obszerny post) to brakuję mi realizacji, brakuje mi dziwnych pomysłów 🙂
Ale wrócę do wieczora sobotniego, dzień jak zwykła sobota, odwiedzenie klientów z wycenami, zakupy, sprzątanie auta i nagle koniec dnia. Deszcz… Wieczorny relaks w wannie nagle natchną mnie na wyjazd do Lublina na rowerze. Fakt raz już byłem i całkiem dobrze, to wspominam ale w tym roku miałem zamiar przejechać jednego dnia 300 km. W zeszłym sezonie udało mi się się zrobić 267 km ale ambicję są większe. Wiem, że bez treningów nie jest to łatwe i ostatnio te 267 km zrobiłem w sierpniu 2019 roku czyli 9 miesięcy temu i w między czasie nie robiłem treningów, to tym bardziej pomysł był zwariowany i poroniony ale cóż, kto jest od takich akcji? Pewnie… To tylko ja 🙂 nikt więcej nie wpada na takie pomysły.
Po kąpieli dyskretnie wynurzyłem się do garażu aby szybko sprawdzić rower, zmienić pedały na spd, napompować koła, wyszukać sakwę/akcesoria… Rower ogólnie przygotowany. Plan jest aby wyjechać o 4 rano i z taką myślą idę spać… Niestety mój organizm mnie szybciutko weryfikuje, budzę się dopiero 6:05 i pierwsza myśl, że jestem nie konsekwentny ale szybka poranna toaleta, to co miałem zabrać ze sobą oczywiście już wiedziałem i tylko trzeba było sięgnąć ręką, po dodatkowe ubrania, batoniki, wodę i już o 6:40 byłem za bramą i zaczynałem pedałowanie. Nawigacja pokazała mi, że trasa zajmie mi 8 godzin i z tą myślą już spokojnie jechałem. Całkiem dobrze się czułem, rewelacyjnie mi się jechało, w 4 godziny zrobiłem 100 km i po takim byłem w Puławach pomyślałem, że trasę zrobię w 6 godzin i bardzo mnie to ucieszyło… Ale ni tak szybko 🙁 jakoś nagle poczułem że spadł mi cukier i potrzebowałem jak najszybciej uzupełnić braki. W tym momencie potrzebowałem 35 minut aby ruszyć dalej i już wiedziałem, ze tak szybko tej trasy nie zrobię, szczególnie, że przede mną najtrudniejszy odcinek gdzie są podjazdy, do tego mocno rozpadało się i droga nabrała większych trudności i zdawałem sobie sprawę z tego, że moja wycieczka skończy sie w Lublinie ale z tylu głowy jeszcze myślałem o powrocie ale już wiedziałem ze jestem mokry i cały czas pada, ręcę zmarznięte, nogi też, do tego wiatr i zimny wbijający sie w policzki deszcz, bardzo nie przyjemne uczucie. Odcinek Puławy pokonałem w 3 h i w Lublinie zameldowałem sie o 13:45 także czas nie był zły, ale po szybkim przywitaniu sie i zdziwieniu najmłodszych, ze kolejny raz przyjechałem na rowerze do Lublina, szybka kąpiel w gorącej wodzie, obiad i chyba to była wisienka na torcie, bo jak zjadłem, to wszystkiego mi sie odechciało. Na sama myśl, ze mam znowu założyć mokre ubrania i wyruszyć w ta paskudną pogodę do Otwocka, to rozsądek wziął górę. Wracałem autem ze szwagrem. Takie pomysły na wypady przychodzą sporadycznie, czasem pytają u mnie po co to wszystko, na co takie wycieczki? Kiedyś potrzebowałem zaspokoić własne ego, później realizacja jakichś planów sprzed lat, teraz w dobie komputerów, dostępu do gier komputerowych, to chciałbym w jakiś sposób zarażać młodszych sportem, chce pokazywać, że czas można spędzać nie tylko siedząc w domu i nudząc się przed komputerem ale także aktywnie, dla tego czasem warto trochę poświęcić sie…

Dodaj komentarz