Chyba nikt nie zastanawia się na temat smarowania. Większość myśli, że krawędzie są najważniejsze 🙂 owszem krawędzie są ważne ale najważniejsze, to jest odpowiednio nasmarować sprzęt.
Na ten temat mało jest informacji w internecie, rzadko ktoś zdarza swoje tajemnice, ale już na szkoleniach można usłyszeć dużo ciekawego.
Jak już zauważyliście zajmuje się serwisem od kilku lat. Trochę podsKoliłem się, gdzieś coś podpatrzyłem ale większość sam wypróbowałem, przetestowałem. Tutaj nie można podejść do tematu smarowania tylko od strony amatorskiej, wszystkie czynności które ja wykonuje, nawet dla amatora, są wykonywanę precyzyjnie. Każdy mój klient ma podpisaną nartę, moim podpisem i kilkoma oznaczeniami, dla ułatwienia innym pracę i oczywiście dla siebie.
Jak odbywa się u mnie smarowanie?
1. Jednym z ważnych elementów, to jest wyczyszczenie ślizgu, wyciągnięcie starego smaru i odtłuszczanie.
2. Szczotkowanie. Przed smarowaniem szczotkuję szczotką stalowa, a później szczotką z brązu. Kiedy uważam, że narta albo snowboard gotowy, aplikuje smar.
3. Smarowanie. U mnie odbywa się standardowe smarowanie podwójnie i to zawsze. Dla bardziej zaawansowanych potrójnie razem z wygrzewaniem.
Większość mądraliśkich mówi o smarach bazowych, owszem są takie ale to nic innego jak najzwyklejszy, uniwersalny, miękki smar.
Tak więc po pierwszym smarowaniu, kiedy naniosłem pierwszą warstwę smaru, czekam kilka minut i szybką cyklinuje kiedy ten smar jest jeszcze dość ciepły. Co taka czynność nam daje, otóż smar jak jest gorący, a nie doczyściliśmy ślizgu, to jeszcze wyciągnie zabrudzenia. Zamieszczam foto i zobaczcie na brudny smar/czarny
image
To dobry znak i już wiem, że po drugim smarowaniu, trzecim ten ślizg będzie czysty, dobrze nasmarowany, nasycony i najważniejsze – szybki 🙂
W większości wypadkach smaruje dwa razy.
Dla bardziej zaawansowanych daje już większy zakres usługi czyli:
– czyszczę, odtłuszczam, szczotkuje
– daje smar podkładowy x 2
– smaruje specjalnym smarem który w temperaturze 50C topi się i wkładam taki sprzęt do komory na kilka godzin zazwyczaj na 2h. Co daje nam komora grzewcza? Otóż kiedy tam leży sprzęt w stałej temperaturze około 55C to ten smar wtapia się w każdą szczelinke, strukturę ślizgu, powoduje to lepszą aplikację i nasycenie struktury ślizgu.
image
Efekt jak się wyjmuje z komory, smar jest płynny
image
Odstawiamy naszą nartę żeby ostygła. Zazwyczaj po 40 minutach cyklinuje, szczotkuje i nakładam mieszankę smarów. Wiadomo w zależności od warunków pogodowych ale zdradzę, że przy krawędzi zawszę daję twardszy smar i szybszy, co sprawia leprze przechodzenie z krawędzi na krawędź oraz na dłużej zostaję posmarowane w tych miejscach gdzie najdłużej narta ma styczność ze ślizgiem.
Przypomniało mi się, że kiedyś spotkałem takiego instruktora na stoku, był facet wyposażony w sprzęt za kilkadziesiąt tysięcy złotych, doświadczenie dość spore, bo wykładowca na AWF i tak się pyta u mnie co jest z jego sprzętem, że nie chcę jechać chociaż wczoraj smarował, a warunki były idealne, mówię do niego pokaż nartę. I co sądzicie? Oczywiście była nie wycyklinowana i nie wypolerowana. Także jeśli wam instruktor mówi, że ma doświadczenie 20 letnie, to nie znaczy, że zna się na sprzęcie i na serwisowaniu, on może znać się jedynie na szkoleniu i nic więcej. Sporo moich klientów przychodzi i nie są zadowoleni z rady instruktora ale powoli ich uczę, żeby zadzwonili do mnie, coś doradze i tak powoli robią.
Jeśli chodzi o smarowanie, to pamiętajcie, maszynowo jeszcze nikt dobrze nart nie nasmarował, najlepsze, najskuteczniejsze smarowanie, to jest tylko ręczne. Jeśli ktoś ma wątpliwości, to zapraszam do mnie do warsztatu udowodnię to 🙂